Rumscy plastycy (12) - Czesława Kaczmarczyk  Rumscy plastycy (12) - Czesława Kaczmarczyk

Rumscy plastycy (12) - Czesława Kaczmarczyk

 

Radość z malowania
Malowanie stało się ulubionym zajęciem Czesławy Kaczmarczyk, chociaż na dobre zainteresowała się nim dosyć późno. Nie jest w tym odosobniona. Wiele osób rozwija swoje pasje i zainteresowania w dojrzałym wieku, kiedy obowiązki zawodowe i rodzinne przestają absorbować całą uwagę, czas i energię.
- Zawsze lubiłam i umiałam rysować, zwłaszcza w latach szkolnych robiłam to z przyjemnością – wspomina Czesława Kaczmarczyk. – Potem jednak pochłonęły mnie inne sprawy, zwłaszcza dom, rodzina, dzieci. W wolnym chwilach wyszywałam, co było zarówno formą relaksu, jak i realizowania zainteresowań artystycznych. Przy okazji było to bardzo pożyteczne zajęcie.

Sposób na zmartwienia
Dziesięć lat temu pani Czesława poważnie zachorowała. Leczenie trwało długo. Aby się czymś zająć, wypełnić czas między wizytami u lekarzy i zabiegami, Czesława Kaczmarczyk sięgnęła po farby i pędzel. Chciała skupić się na czymś innym, nie myśleć o chorobie. Sposób na stres i zmartwienia okazał się skuteczny, a przy okazji pani Czesława znalazła ciekawe zajęcie, które z czasem stało się pasją.
Przez te lata powstało tak dużo obrazów, że zajęły one ściany domu państwa Kaczmarczyków na rumskim Lotnisku, a poza tym powędrowały do rodziny, przyjaciół, znajomych w Polsce i za granicą.

Najpierw powstają  fotografie
- Malowanie bardzo mnie wciąga, daje dużo przyjemności - mówi Czesława Kaczmarczyk. – Poza tym ja nigdy nie lubiłam siedzieć bezczynnie.
Najpierw obrazy powstawały na tekturze, a malarka eksperymentowała z kolorami. Potem zajrzała do fachowych książek. Jak podkreśla pani Czesława, nie była to typowa nauka rysowania i malowania. Z książek czerpała pewne wskazówki, pozostawiając miejsce na własne pomysły i twórczość.
– Maluję akrylami, głównie krajobrazy, zapamiętane i sfotografowane podczas wycieczek oraz spacerów – wyjaśnia artystka. – Bardzo często robię zdjęcia, które potem przypominają mi, co widziałam i pomagają przenieść ten obraz na płótno, naklejone na drewniane płytki.

Pracownia w kuchni
Rumska artystka lubi mieszać kolory, łączyć je tak, żeby powstały ciepłe i spokojne barwy.
- Ogromną satysfakcję i radość daje mi fakt, że na pierwotnie białym płótnie powstaje obraz, jak wyczarowane pojawiają się na nim kwiaty, ptaki, pejzaże – dodaje Czesława Kaczmarczyk, która ma w domu specjalny pokój przeznaczony na realizowanie mojej pasji, ale służy on bardziej jako galeria niż pracownia. - Najchętniej maluję w kuchni, odpowiada mi ciepła, rodzinna atmosfera tego miejsca. Na kuchennym stole rozkładam farby i płótna i tam czuję się najlepiej.

Ogród i rower
Gdy pani Czesława nie maluje, pracuje w ukochanym ogrodzie albo jeździ z mężem Franciszkiem na wycieczki. Korzystając z wolnego czasu zwiedzają zarówno dalekie i egzotyczne kraje, jak i urocze zakątki w okolicach Rumi.
- Lubimy rowerowe wycieczki, m.in. do pobliskiej Rewy, dużo też spacerujemy, korzystając z wolnego czasu – mówi Franciszek Kaczmarczyk, były rzemieślnik . W Rumi państwo Kaczmarczykowie, kiedyś gdynianie, mieszkają od 40 lat. Oboje na emeryturze realizują swoje zainteresowania. Pani Czesława maluje, a pan Franciszek śpiewa w Chórze „Morzanie” z Dębogórza, prowadzonym przez znakomitego dyrygenta z Rumi, Przemysława Stanisławskiego.
- Poznaliśmy się w chórze, śpiewaliśmy wówczas w gdyńskiej „Symfonii” – przypomina Czesława Kaczmarczyk. – Ja już nie przepadam za śpiewaniem, ale wspieram męża w jego pasji, tak jak on mnie w moim malowaniu.
Za kilka lat małżonkowie będą świętować Złote Gody, co świadczy o wzajemnym zrozumieniu i wspieraniu się nie tylko w realizacji zainteresowań.
Wracając do artystycznej pasji pani Czesławy przypomnijmy, że niedawno, bo na początku tego roku jej obrazy można było oglądać i podziwiać w Dworku po Lipami w Rumi. Była to kolejna wystawa malarki, która zdobyła wyróżnienie w konkursie z okazji 55-lecia Rumi.
Anna Kuczmarska