Odważny kapłan, dobry człowiek - Ksiądz Marian Prusak 1912-2008

Odważny kapłan, dobry człowiek - Ksiądz Marian Prusak 1912-2008

- kategoria Wybitni rumianie
@Gazeta Rumska
Odważny kapłan, dobry człowiek - Ksiądz Marian Prusak 1912-2008  Odważny kapłan, dobry człowiek - Ksiądz Marian Prusak 1912-2008

Odważny kapłan, dobry człowiek - Ksiądz Marian Prusak 1912-2008

Szary dom na rumskim Lotnisku tonie w zieleni i ledwie go widać zza drzew i krzewów. W tym domu mieszkał odważny i dobry człowiek, patriota, wybitny kapłan, kapelan Armii Krajowej i uczestnik Powstania Warszawskiego, ksiądz kanonik Marian Prusak, ostatni spowiednik i świadek egzekucji słynnej „Inki”. Ostatnie lata spędził w Rumi. Mieszkał tu prawie trzydzieści lat.

W domu przy ul. Majkowskiego 11 przed niespełna rokiem zamieszkał artysta plastyk, rzeźbiarz i grafik, Andrzej Świderski, który przeprowadził się tutaj z Warszawy (pisaliśmy o nim 2 września). Dom należał do wuja żony pana Andrzeja, lekarza okulisty Bożeny Kubrak-Świderskiej. Tym wujem był właśnie ksiądz Marian Prusak.

Dom z ogłoszenia

W tym samym domu mieszkała cioteczna siostra księdza Anna Bianga - mama pani Bożeny, która przez długie lata prowadziła księdzu dom. Mieszkali razem już wcześniej, w Nowej Wsi koło Ostrołęki, gdzie ks. Prusak był od 1957 proboszczem. W 1971 roku z powodu kłopotów zdrowotnych zrezygnował z tej funkcji, przeszedł na emeryturę i przeprowadził się do Rumi.

- Sama znalazłam ten dom przez ogłoszenie w prasie – wspomina Bożena Kubrak-Świderska. – Byłam wtedy studentką medycyny w Gdańsku i pomagałam rodzinie znaleźć dla wujka dobre miejsce na odpoczynek i na podreperowanie zdrowia. Kiedy mieszkali tu oboje z mamą, byłam w Rumi częstym gościem. Podobnie jak inni członkowie rodziny, w tym rodzeństwo księdza.

Odważny kapłan, dobry człowiek - Ksiądz Marian Prusak 1912-2008  Kochany Wujeczek

Jak mówi pani Bożena, wszyscy go kochali i lubili z nim przebywać. Nie mogło być inaczej, skoro ksiądz był tak pogodną, ciepłą i życzliwą osobą, gotową wszystkim pomagać. Wspierał jak mógł rodzinę, m.in., słowem, poradą, ale też materialnie. Wrażliwy na cudzą krzywdę przekazywał także pieniądz na cele charytatywne.

- Nazywaliśmy go Wujeczek, był dla nas instytucją, o której można by napisać pracę magisterska, ale nie sposób opowiedzieć o nim w kilku zdaniach. Był wzorem bezinteresowności, autorytetem, nie tylko moralnym i mimo już później sędziwego wieku, wciąż źródłem wiedzy – opowiada krewna księdza. – Co ciekawe, jako dziewięćdziesięcioletni człowiek fascynował się komputerem i internetem, starał się go poznać.

Dzienniczek i pamiętniki

Od śmierci wuja, pani Bożena niewiele zmieniła w jego domu. Nie zmienił się prawie wcale jego pokój na piętrze, z duża starą szafą, stołem, tapczanem pod ścianą i zawieszonym nad nim drewnianym krucyfiksem, bardzo pięknym i starym.

Bożena Świderska przechowuje cenne pamiątki po wuju. Są wśród nich odznaczenia i dokumenty, w tym dokumenty dotyczące sprawy „Inki” (protokoły przesłuchań i inne).

Są też takie ciekawe i bardzo stare dokumenty, takie jak „Dzienniczek ucznia” Mariana Prusaka oraz pamiętnik młodego wikariusza z lat 1952-1957. Są listy i notatki księdza, a także zdjęcia.

- Wszystko to jest dla nas cenną pamiątką po wuju, który miał wyjątkowy życiorys – mówi pani Bożena.

Spowiednik „Inki”

Ksiądz kanonik znany był jako ostatni spowiednik 17-letniej Danuty Siedzikówkny „Inki”, sanitariuszki AK, więzionej w Gdańsku i straconej przez władzę ludową. Ksiądz sprawował posługę duszpasterską w gdańskim kościele garnizonowym, kiedy w sierpniu 1946 roku został wezwany do więzienia. UB poleciło mu wyspowiadać przed egzekucją dwoje znanych bohaterów Podziemia: Feliksa Selmanowicza ps. „Zagończyk” oraz Danutę Siedzikównę „Inkę” z V Brygady Wileńskiej dowodzonej przez Zygmunta Szendzielorza – „Łupaszko”.

Trzy lata po tej egzekucji, której był świadkiem, w listopadzie 1949 roku ks. Marian Prusak został skazany na 3,5 roku więzienia za niepowiadomienie władzy ludowej o planowanej ucieczce do Szwecji ludzi zagrożonych aresztowaniem.

Karę tę odbył w gdańskim więzieniu, skąd został zwolniony w maju 1953 roku.

Odważny kapłan, dobry człowiek - Ksiądz Marian Prusak 1912-2008  Kapelan AK

Trudne więzienne warunki sprawiły, że pogorszył się stan zdrowia księdza (cierpiał na choroby płuc), chociaż wpływ na to miały również wcześniejsze doświadczenia wojenne. Jako wikariusz w parafii Turośl w 1939 roku ks. Marian uciekł przed Niemcami do Czyżewa, gdzie widział polskich żołnierzy zabitych podczas kampanii wrześniowej. Po powrocie do Turośli musiał wraz z księdzem proboszczem opuścić plebanię, nie mógł nosić sutanny, odprawiać mszy św. Pomimo zakazu, dalej katechizował dzieci i przygotowywał do I Komunii św. Ostrzeżony przed aresztowaniem w lutym 1941 roku uciekł do Warszawy na Pragę i tam ukrywał się pod nazwiskiem ,,Godlewski”.

W 1942 roku wstąpił do konspiracji i otrzymał nominację na kapelana Armii Krajowej. Podczas Powstania Warszawskiego odprawiał msze św. w piwnicach, spowiadał powstańców i ludność cywilną. Po jednym z bombardowań przez tydzień leżał przysypany pod gruzami, zanim go szczęśliwie wydobyto i uratowano. Po zakończeniu powstania został ewakuowany wraz z personelem Szpitala Dzieciątka Jezus do Milanówka.

Modlitwa w intencji księdza

W Rumi, w której mieszkał do 1971 roku do śmierci w 2008 roku, pamięta go z pewnością wiele osób, zwłaszcza z parafii pw. Podwyższenia Krzyża Świętego oraz parafii św. Antoniego i bł. Edmunda Bojanowskiego, w której ks. Marian odprawiał msze święte i uczestniczył w religijnych uroczystościach, a także udzielał się jako spowiednik.

Będąc sędziwym i schorowanym kapłanem odprawiał msze święte głównie we własnym domu przy ul. Majkowskiego na Lotnisku, gdzie na piętrze, obok swojego pokoju miał specjalnie urządzoną kaplicę.

O tym, jak go lubili i szanowali sąsiedzi świadczy choćby fakt, że po śmierci ks. Prusaka, mieszkańcy sąsiednich domów na Lotnisku złożyli się i zamówili 24 msze święte w intencji zmarłego księdza. W dwóch rumskich kościołach odprawiono po 12 takich nabożeństw.

Trzy dni po śmierci ks. Mariana zmarła jego wieloletnia gospodyni i siostra cioteczna, Anna Bianga.

- Kiedy tuż po śmierci Wujka pytaliśmy mamę, czy chce się z nim pożegnać, powiedziała, że nie musi, ponieważ wkrótce się z nim spotka... – wspomina Bożena Kubrak-Świderska.

Anna Kuczmarska

Odważny kapłan, dobry człowiek - Ksiądz Marian Prusak 1912-2008  Wspominają Go księża proboszczowie

- Przez ostatnie pięć lat życia ksiądz Marian bywał w naszym kościele i na plebanii. Wprawdzie niezbyt często, bo na to nie pozwalało mu słabe zdrowie, ale starał się nas wspierać – mówi ks. Andrzej Gierczak, proboszcz kościoła św. Antoniego i bł. E. Bojanowskiego. – Zasiadał w konfesjonale, słuchał spowiedzi, kilka razy odprawiał mszę świętą. W naszym kościele obchodził uroczyście 70-lecie kapłaństwa, bywała z nami na Wigilii i innych uroczystościach..

Ks. Marian Prusak dużo się modlił za naszą parafię, za co jestem mu wdzięczny. Mam wrażenie, że cieszyłem się jego sympatią. Bardzo go ceniłem, ponieważ był to autentyczny kapłan, wspaniały ksiądz i życzliwy człowiek, pogodny mimo cierpienia.

Nie lubił powracać do swoich dramatycznych przeżyć z młodości ani rozmawiać o wojnie czy o latach spędzonych w więzieniu. -Księdza Prusaka znałem właściwie słabo, bo odkąd objąłem tę parafię, bywał tutaj rzadko, ale i tak zapamiętałem go dobrze jako bardzo oddanego sprawom kościoła i ojczyzny – mówi ks. Józef Paliwoda, proboszcz parafii Podwyższenia Krzyża Świętego. – To był człowiek wielkiego ducha, wrażliwy, oddany ludziom, chętnie im pomagający. Bywał u nas na uroczystościach, ale pamiętam też spotkanie, kiedy ja byłem u ks. Mariana w jego domu na kolędzie. Wtedy miałem okazję porozmawiać z nim, a także z jego sąsiadami. Wiem, że ludzie go bardzo szanowali, że teraz brakuje im księdza.

Byliśmy razem z księdzem proboszczem Gierczakiem na pogrzebie ks. Prusaka pod Inowrocławie. Zawsze, kiedy przejeżdżam w pobliżu tego miejsca, modlę się za niego.

Ks. Prusak przeżył 96 lat

Ks. Kanonik Marian Prusak urodził się 4 stycznia 1912 roku w Mamliczu w parafii Lisewo Kościelne, w Archidiecezji Gnieźnieńskiej. Jego rodzice prowadzili 10 hektarowe gospodarstwo rolne. Marian był najstarszym z dwanaściorga dzieci. Po maturze w Gimnazjum w Jarocinie wstąpił do Seminarium Duchownego w Łomży.

22 maja 1937 roku otrzymał święcenia kapłańskie, po czym pracował jako wikariusz w kilku parafiach. W czasie wojny m.in. kapelan Armii Krajowej i uczestnik Powstania Warszawskiego, po wojnie więziony prze UB. W 1957 roku został mianowany proboszczem parafii Nowa Wieś. Z powodu słabego stanu zdrowia w 1971 roku zrzekł się urzędu proboszcza w Nowej Wsi i zamieszkał w Rumi.

W marcu 2005 roku za posługę kapłańską w służbie Kościoła i Ojczyzny otrzymał godność Kanonika Honorowego Kapituły Katedralnej Łomżyńskiej.
Zmarł 3 stycznia 2008 roku w szpitalu w Wejherowie, w wieku 96 lat, a pochowany został uroczyście w rodzinnej parafii Lisewo Kościelne.

Bohaterska śmierć

W 2007 roku w wywiadzie w „Naszym Dzienniku” ks. Prusak opowiadał o egzekucji „Inki”w gdańskim więzieniu:
- Była bardzo spokojna. Dopiero później dowiedziałem się, że nie składała wniosku o swoje ułaskawienie. Ten mężczyzna, którego wcześniej spowiadałem, był zdenerwowany, ona przeciwnie. Nie było u niej widać żadnego przerażenia. Zapamiętałem, że była ubrana w białą sukienkę w biało-czarne desenie. Po jakiejś pół godzinie zaprowadzili mnie do miejsca, gdzie wykonywane były wyroki śmierci. Bardzo przeżyłem tę egzekucję. Przez tydzień nie mogłem dojść do siebie. (…)

„Inka” wraz z mężczyzną, którego też spowiadałem, nie pozwolili sobie zawiązać oczu. Skazanym dałem krzyż do ucałowania. Po rozkazie „Po zdrajcach narodu polskiego ognia”, wydanym przez prokuratora w wojskowym mundurze, on i ona krzyknęli: „Niech żyje Polska!” i „Niech żyje Łupaszko”. Padły strzały... Osunęli się. To nie były pojedyncze strzały. Na koniec podszedł oficer z pistoletem i dobijał...

Odważny kapłan, dobry człowiek - Ksiądz Marian Prusak 1912-2008