Wiktoria Sagan ze stajni Pegaz Reda  Wiktoria Sagan ze stajni Pegaz Reda

„Jak to się zaczęło?”

Nazywam się Wiktoria Sagan, mam 18 lat. Od dziecka mieszkam w Rumi i tu się wychowywałam, pamiętam czasy kiedy więcej było tu piaskowych ulic niż asfaltu. Uczęszczałam do Szkoły podstawowej nr 1 i Gimnazjum nr 1 w Rumi. Moja pasja jaką jest jeździectwo zaczęła się, kiedy miałam 2 latka. Rodzice wsadzali mnie na konie po to bym się nie nudziła, kiedy siostra Patrycja miała trening. Tak, to właśnie od niej złapałam bakcyla. Jako młodsza siostra podziwiałam ją, kiedy startowała w zawodach. Mając 5 lat potrafiłam już samodzielnie jeździć konno i regularnie uczęszczałam na jazdy konne. Oprócz 13 lat czynnej praktyki, przez ten sam okres jestem w tej samej stajni Pegaz w Redzie. Moim koniom jest tam dobrze. Mając 8 lat jeździłam na regionalne zawody w skokach, ale bardziej rozwijałam się ujeżdżeniowo, rzeźbiąc moje umiejętności. Teraz jestem czynnym zawodnikiem w ujeżdżeniu. Trenuję z Panią Małgorzatą Hałełą-Pawłowską z końmi Centurionem i Jillzem. Reprezentuję klub jeździecki Pegaz Reda. Jestem również członkiem Kadry Pomorza

„Po szczeblach do celu”

Przełomowym rokiem był 2012 r kiedy po raz pierwszy pojechałam na poważne zawody. Były to Mistrzostwa Polski Północnej w Ujeżdżeniu Amatorów. Tam razem z Jeckym 35 zdobyłam złoty medal. Tak zaczęła się moja kariera sportowa. W ciągu tych 5 lat jeździłam na 7-miu koniach, a w całej mojej karierze było ich 20. Bardzo mnie cieszy to, że miałam okazję jeździć na tylu różnych koniach, bo tak zdobywa się więcej doświadczenia. Dzięki ciężkiej pracy w 2013 roku zdobyłam srebrny medal w Mistrzostwach Polski w Bogusławicach (XIX Ogólnopolska Olimpiada Młodzieży). Tak zaczął się okres wyjazdów na zawody, czasami nawet co 2 tygodnie. Zdobyłam wiele pucharów, aż w końcu przestałam je liczyć (ponad 40). W latach 2012-2017 byłam na Mistrzostwach Polski oraz na Halowym Pucharze Polski w Michałowicach, Bogusławicach i dwukrotnie w Strzegomiu. Na Pomorzu wielokrotnie uczestniczyłam w Mistrzostwach Pomorza lub Mistrzostwach Polski Północnej i zwykłych zawodach Regionalnych. Dwa lata z rzędu utrzymałam podium i nie oddałam medalu w Mistrzostwach Pomorza. Miałam również konsultacje z trenerami z zagranicy. Panią Galiną z Białorusi i Panią Birgit van der Eijken z Holandii. Dały mi dużo informacji i pozwoliły posmakować stylów jazdy z innych krajów. Sukcesom zwykle towarzyszą porażki. Dla mnie nigdy porażką nie było miejsce, lecz wynik i ocena sędziów. Najczęściej bolesny był za niski wynik względem moich oczekiwań. Jednakże porażki nigdy mnie nie zniechęciły. Sprawiły, że rosła determinacja poprawy tego co nie wyszło.

„Zasłuż na zwycięstwo” ~T. Goodkind „Bezbronne Imperium”

Wszystkie sukcesy nie przyszły na zawołanie. Każdy puchar to moja krew, pot i łzy. Wyrobiłam w sobie determinację, a każdy gorszy trening tylko napędza mnie do następnego by jak najszybciej poprawić to co nie wyszło ostatnim razem. Zazwyczaj w stajni jestem 6 razy w tygodniu. Za każdym razem daję z siebie wszystko i zawsze pamiętam by koń miał wszystko co potrzeba. Tak samo na zawodach wykonuję ogromną pracę. Ale moja determinacja nie ujawnia się tylko podczas pobytu w stajni. W szkole również dbam o bardzo dobre wyniki w nauce, by potem dostać się na dobrą uczelnię.

„Życie poza stajnią”

Jeździectwo jest bardzo wymagającym sportem, i nie wystarczy tylko przyjść, pojeździć, wrócić. Bardzo często, zaraz po powrocie ze szkoły jem obiad i biegnę na trening, a w weekend często oprócz koni towarzyszy mi zbiór zadań z matematyki. Jednakże możliwe jest znalezienie czasu. Poza końmi uczęszczam również na angielski, lekcje rysunku i basen. Dlatego też zdarza się, że muszę rezygnować z innych przyjemności. Jestem już przyzwyczajona, że w czasie gdy moi znajomi imprezują, ja poświęcam czas na trening. Jednakże nie uważam siebie za odludka. Mam zacieśnione grono przyjaciół (z całej Polski tak naprawdę) z którymi utrzymuję stały kontakt i gram w RPG. Pomimo tego, że trenuję zawodowo, daję radę znaleźć czas spotkać się z przyjaciółką, mieć chłopaka z drugiego krańca Polski i odwiedzać go co miesiąc jak również uczęszczać na inne zajęcia. Ale takie rzeczy nie byłyby możliwe gdyby nie perfekcyjna organizacja czasu i dobre planowanie.

„Działamy jako zespół, albo kończymy jako indywidualne zwłoki” T. Pratchett „Para w ruch”

Wiele osób przyczynia się do mojego sukcesu. Koń to mój towarzysz broni i przyjaciel. Jestem przy nim na dobre i na złe. W czasie zawodów zawsze, najpierw zajmuję się Nim, a dopiero potem sobą. Jest trener, Pani Małgorzata Hałeła-Pawłowska. Bez niej tak naprawdę nigdzie bym nie zaszła. Z każdego treningu wynoszę bardzo wiele, pozwala mi się rozwijać, a co najważniejsze podpowiada, w którym kierunku to robić. Jest oczami i pomocami z ziemi, kiedy jeździec wykonuje powierzone zadanie na koniu. Są rodzice, można powiedzieć główny sponsor i luzak. To rodzice wytrwale jeżdżą ze mną na treningi, to rodzice dbają o budżet i to rodzice pomagają mi w czynnościach poza jazdą. W czasie gdy czyszczę konia, mama da paszę koniom, sprawdzi stan żłobu i poideł. Wypełni cały przegląd techniczny boksów i sprawdzi czy wszystko jest w należytym porządku. Są weterynarze, aktualnie opiekę nad zdrowiem koni sprawują Patrycja i Robert Zientkowscy znani jako Kanvet Konie. O wybitny stan kopyt dba bardzo dobry kowal Paweł Lesner.

„Powrót do przyszłości”

Póki co kształcę się w II Liceum w Gdyni, na profilu mat-fiz. W przyszłości planuję się dostać na studia politechniczne w Gdańsku. Swoją przyszłość również wiążę z końmi i mam nadzieję nadal się rozwijać i być może już niedługo startować w zawodach międzynarodowych. A konie? Moi kompani mają zagwarantowaną spokojną i szczęśliwą emeryturę, po wielu latach udanej współpracy.

„Odkrywamy tajemnice”

Mając okazję udzielenia wywiadu, pragnę zaznaczyć problem z myleniem pojęć. Wiele osób zamiast mówić Ujeżdżenie (przez „e”) wypowiada ujeżdżanie (przez „a”). Jest to błędne, są to dwa zupełnie różne pojęcia. Ujeżdżanie to rodeo i western lub też przyzwyczajanie młodego konia do jazdy pod siodłem. Zaś ujeżdżanie to dyscyplina sportowa, mająca na celu pokazanie harmonii pomiędzy jeźdźcem, a koniem.
Kim są moje konie? Aktualnie do naszej rodziny należą dwa konie: Centurion (mój towarzysz broni i przyjaciel) i Jillz (młody koniś, którego dopiero uczymy).
Poza tymi dwoma „podstawowymi” końmi, miałam okazję jeździć na koniach takich jak: Pikador, Fontain, Foxi, Kira, Rasty, Jecky 35, Nick, Carmen, Mefisto, Edgar, Migdał, Eldorado, Gracja, Apollo, Brego, Sepia, Sonar, Grisi i każdego z nich ciepło wspominam.

„Kim jesteśmy? Dokąd zmierzamy?”

Jeździectwo ukształtowało to kim jestem. Dzięki opiece nad końmi i współpracy z nimi bardzo szybko nauczyłam się być odpowiedzialną osobą. Bardzo się cieszę, że nabyłam cechy takie jak determinacja, wytrwałość i chęć dążenia do celu. Uwielbiam uczucie adrenaliny (bardzo często towarzyszy mi na zawodach) i kontaktu z naturą podczas jazdy. Jeździectwo wymaga ode mnie bardzo dobrej koordynacji ciała i jego kondycji jak również wiele skupienia. Z każdym dniem moja wytrwałość rośnie bardziej, bo wiem, że doświadczenie zdobywa się z czasem. Na własnej skórze, doświadczyłam, że można zawodowo uprawiać sport, mieć paczkę przyjaciół, miłość, czas na naukę i inne zainteresowania. Bardzo doceniam to jak moje życie mnie ukształtowało że tworzę własną ścieżkę. Cieszę się, że mam własną osobowość, charakter, bo to one sprawiają, że jestem kolorowa i jedyna w swoim rodzaju.