Kolejna wojna?  Kolejna wojna?

Od początku kwietnia napięcie na linii Korea Północna – USA stale rośnie, osiągając dawno niespotykaną skalę. Niemal codziennie z dalekiego wschodu docierają niepokojące sygnały świadczące o powadze problemu. Są to zarówno informacje dotyczące manewrów wojskowych, jak i prowokacyjnych wypowiedzi Kim Dzong Una oraz odpowiadających im stanowczych deklaracji administracji Donalda Trumpa.

Donoszono zatem m.in. o zgrupowaniu amerykańskich okrętów u wybrzeży Japonii czy też koreańskich próby rakietowych, ale też o „nuklearnych” pogróżkach wygłaszanych przez dyktatora. Czy należy więc obawiać się wybuchu otwartego konfliktu z udziałem broni atomowej, czy jest to tylko kolejna, podejmowana przez reżim próba zademonstrowania światu swojej i rzekomej potęgi?

Siła propagandy

Funkcjonowanie systemów totalitarnych w każdej odmianie opiera się na kilku fundamentach. Jednym z nich jest propaganda. O tym, jak ważną rolę pełni ten element reżimowej układanki dobitnie świadczą słowa ministra propagandy III Rzeszy Josepha Goebbelsa: „kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą”. Nieustanne okłamywanie społeczeństwa w istocie ma wzbudzić w nim absolutne poparcie dla aparatu władzy, poprzez manipulacje przekonywać, ż rządzący są w stanie zapewnić bezpieczeństwo i dostatek swoim obywatelom, a jedyne ich problemy pochodzą z zewnątrz. W ten sposób władza kreuje utopijną wizję siebie samej jako obrończyni ludu, która nawet jeśli stosuje brutalne środki, to tylko dla dobra ogółu. Budowanie takiej koncepcji prowadzi praktycznie zawsze to wyznaczenia wspólnego wroga, od którego to rzekomo pochodzą wszelkie nieszczęścia bohatersko zwalczane następnie przez rządzących. Taki zabieg oczywiście ma na celu wzmocnienie poparcie dla działań władzy.

Jak działa reżim w Korei?

Opisany wyżej mechanizm realizowany jest również przez Kim Dzong Una. Cała historia północnokoreańskiego reżimu opiera się na przedstawianiu dualistycznej wizji świata, wedle której kolejni dyktatorzy z „klanu Kimów” ratują swój lud przed imperialistycznym złem ucieleśnianym przez Stany Zjednoczone. W północnokoreańskich szkołach naucza się takiej właśnie koncepcji dziejów świata. Zwłaszcza w okresach wewnętrznych kryzysów, czystek i przepychanek w elitach władzy reżim demonstruje swoją siłę i stabilność. Próby rakietowe, próby nuklearne, prowokacje i groźby z jednej strony oczywiście są jakimś nieudolnym prężeniem muskułów przed światem, ale przede wszystkim mają przekonać społeczeństwo, że o ile wciąż zagraża mu zewnętrzny wróg, to państwo i władza są wystarczająco potężne, żeby tego wroga pokonać.

Nie ma się czego bać

Relacje między Koreą Północną a USA rzeczywiście są ostatnio niezwykle gorące. Niemniej jednak nie jest to stan wyjątkowy, wszak stosunki te nie były dobre od samego początku istnienia Korei Północnej. Na przestrzeni lat niejednokrotnie dochodziło do podobnej eskalacji napięcia, nie bez znaczenia pozostaje też fakt, że Kim Dzong Un nie wie, jakich reakcji może się spodziewać ze strony nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych i nie można wykluczyć, że po prostu sprawdza, jak daleko może posunąć się w swoich działaniach. Ostrzeganie przed wybuchem wojny wydaje się być zatem przedwczesne.