Konstytucja Konstytucji nierówna  Konstytucja Konstytucji nierówna

3 maja obchodzić będziemy kolejną 226. już rocznicę uchwalenia pierwszej w Polsce i w Europie konstytucji. Ustawa Rządowa – tak właściwie nazywał się ten dokument – była ostatnim przed utratą niepodległości samodzielnym, niezależnym aktem woli suwerennego Narodu polskiego.

Aktem wyrażonym przez tę część ówczesnych elit, która nie pozostawała na usługach wrogich mocarstw. Mimo iż Konstytucja 3 maja nie okazała się być lekarstwem, które zdołałoby uratować „umierającą” Rzeczpospolitą, to stała się symbolem zdolności Polaków do zjednoczenia się, do wykrzesania z siebie wszystkiego, co najlepsze w obliczu dziejowego wyzwania.
W kwietniu tego roku minęło zaś 20 lat od uchwalenia obowiązującej Ustawy Zasadniczej, dlatego też w tym kontekście obchody święta konstytucji stanowią doskonałą okazję do refleksji nad genezą, ideami przyświecającymi autorom obecnych regulacji, a także rzeczowej, wygłoszonej z perspektywy czasu krytyki.

Kim byli twórcy obu konstytucji?

Trudno jest porównywać momenty historyczne, w których doszło do uchwalenia obu aktów. Pierwszy z nich był w zasadzie ostatnim tchnieniem chylącej się ku upadkowi Rzeczpospolitej, natomiast drugi powstał praktycznie na początku samodzielnej, niezależnej egzystencji państwowej III RP. Niewątpliwie oba te momenty miały miejsce w czasach przełomowych, w czasach, kiedy potrzeba było roztropnych, odpowiedzialnych mężów stanu, którzy potrafiliby swoimi działaniami i decyzjami zabezpieczyć przyszłość Polski. Historia pokazała jednak, że zarówno autorzy Konstytucji 3 maja jak i autorzy Konstytucji RP z 1997 niestety nie spełniali tych wymagających kryteriów. Twórcami Ustawy Rządowej byli ludzie wybitni, zasłużeni już wcześniej dla Ojczyzny – jak chociażby Hugon Kołłątaj, jednak nie sprostali oni dziejowej roli, która im przypadła. Część z nich zaledwie rok później poparła zdradziecką konfederację targowicką, która wspierała Rosję walczącą z obrońcami Konstytucji. Z kolei autorzy obecnie obowiązującej konstytucji oczywiście nie działali w tak trudnych, niebezpiecznych wręcz okolicznościach. Im nie można postawić zarzutu sprzeniewierzenia się wcześniej głoszonym ideom. W tym przypadku problem jest innej natury. Wielu z nich wywodziło się ze środowiska tworzącej poprzedni system władzy, którego pozostałości miała zlikwidować nowa ustawa zasadnicza.

Konstytucja Solidarności?

Jarosław Kaczyński w trakcie zorganizowanej w Sejmie RP z okazji 20. rocznicy uchwalenia konstytucji Konferencji pt. „Konstytucja Solidarności”, stwierdził, iż obowiązującą konstytucje śmiało można nazwać postkomunistyczną. Prezes PiS nie jest oczywiście jedynym politykiem, który stawia taką tezę. Trudno bowiem nie zauważyć, ze ustawa zasadnicza uchwalona w trakcie trwania kadencji sejmu zdominowanego przez SLD – ugrupowania wywodzącego się w prostej linii z PZPR, podpisana przez prezydenta – byłego ministra w rządzie PRL, musi być konstrukcyjnie i aksjologicznie związana z poprzednim systemem. Za porażkę obozu solidarnościowego, który doprowadził do upadku komunistycznego reżimu, należy uznać fakt, że w ciągu kilku lat po przemianach roku 1989 nie zdołał stworzyć i przeforsować projektu konstytucji, której kształt nie wynikałby w tak dużej mierze z realizacji pomysłów dawnych elit. Zresztą także niewielkie poparcie społeczne wyrażone w referendum konstytucyjnym, wskazuje na brak pełnego zaufania obywateli do obowiązującej konstytucji.

Ustrojowy chaos

20 lat funkcjonowania konstytucji w polskim porządku prawnym pozwala też na jej ocenę z punktu widzenia przyjętych w niej rozwiązań ustrojowych. Największym problemem wydaje się być w tym kontekście brak jednoznacznego wskazania głównego ośrodka władzy wykonawczej. Z jednej strony polskie rozwiązania zdają się zbliżać do przyjętego w Niemczech systemu kanclerskiego, w którym polityka państwa prowadzona jest w zasadzie wyłącznie przez rząd z posiadającym niezwykle silną pozycję kanclerzem na czele. W takim systemie rola głowy państwa sprowadza się wyłącznie do kwestii reprezentacyjnych. Z drugiej strony konstytucja wyposaża prezydenta w liczne kompetencje i prerogatywy, które pozwalają mu na ingerowanie w wykonywanie władzy przez rząd. Problem ten uwidacznia się zwłaszcza w okresach tzw. kohabitacji, czyli sytuacji, w którejprezydent i rada ministrów wywodzą się z różnych, najczęściej rywalizujących ze sobą ugrupowań politycznych. Taki stan rzeczy prowadzić może do paraliżowania działań jednego z tych organów przez drugi organ, co niekorzystnie wpływa na efektywność sprawowania władzy, a także bardzo często na wizerunek Polski na arenie międzynarodowej.

Na zmiany się nie zanosi

Konstytucja 3 maja trwale zapisała się w polskiej historii. Z racji jej krótkiego obowiązywania nie sposób ocenić realną efektywność przyjętych w niej rozwiązań. Jej nowoczesny charakter, regulacje zrywające ze skostniałym, niesprawiedliwym systemem demokracji szlacheckiej nie miały okazji sprawdzić się w praktyce, jednak z pewnością zasługują na uznanie. Obecnie obowiązująca ustawa zasadnicza funkcjonuje natomiast na tyle długo, że można dokonać jej oceny, która nie jest zbyt pozytywna – jak już wskazano wyżej. Wydaje się jednak, że mimo zgłaszanych postulatów, brak jest w istocie woli politycznej do przeprowadzenia dalej idących reform, które mogłyby zmienić istniejącą strukturę władzy.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *