Histo(e)ryczne nieporozumienie  Histo(e)ryczne nieporozumienie

14 czerwca premier Beata Szydło odwiedziła były nazistowski obóz koncentracyjny Auschwitz Birkenau. Z okazji 77. rocznicy pierwszego masowego transportu wygłosiła tam przemówienie, które odbiło się szerokim echem nie tylko w Polsce, ale też na całym świecie.

Emocje rozpaliły przede wszystkim słowa, w których premier Szydło mówiła o potrzebie dbania o bezpieczeństwo Polaków – „Auschwitz to lekcja tego, że należy uczynić wszystko, żeby chronić swoich obywateli”. Jej wypowiedź została odebrana jako reakcja na próby przymuszenia Polski do przyjmowania w swoje granice imigrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu. Taka interpretacja wywołała z kolei spory niesmak w związku z okolicznościami, w których padły te słowa. Publiczną krytykę wygłosił między innymi przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk. Czy rzeczywiście jednak można przypisać premier Szydło taki cynizm? Czy reakcja mediów i części polityków jest uzasadniona?

Słowa trzeba ważyć

Stanowisko polskiego rządu w kwestii przyjmowania imigrantów jest od początku niezmienne. Mimo mniej lub bardziej otwartych gróźb kierowanych w stronę naszego kraju przez instytucje unijne czy też zachodnioeuropejskich przywódców, sprzeciw wobec przymusowego „przydziału” imigrantów (notabene uparcie nazywanych przez poprawne polityczne media uchodźcami) jest podtrzymywany. Nieustępliwość polskich władz irytuje naszych unijnych „partnerów” zza Odry czy też znad Sekwany, niemniej jednak fakty pokazują, że jest to słuszna polityka. Obce są nam zamachy czy też uliczne zamieszki, które na Zachodzie już nikogo nie dziwią. Trudno jednak nie zauważyć, że uwzględniając takie stanowisko polskiego rządu, wypowiedź Beaty Szydło nie była zbyt fortunna. Oczywiście problem uwypuklają medialne manipulacje. Słowa premier są wyrwane z kontekstu, który rzuca na nie nieco inne światło. Całość wypowiedzi wskazywała na konieczność oddzielania katów od ofiar – z czym niestety, oburzone w tej akurat kwestii zachodnie media, mają ogromny problem. Nie bez znaczenia pozostaje też fakt, iż przemówienie zostało wygłoszone w związku z rocznicą transportu polskich więźniów politycznych do Auschwitz – tego właśnie mogły dotyczyć słowa Beaty Szydło.

Ojczyzna nade wszystko?

Jednym z polityków, którzy postanowili otwarcie skrytykować wypowiedź szefowej rządu jest Donald Tusk. „Takie słowa w takim miejscu nigdy nie powinny paść z ust polskiego premiera” – napisał na Twitterze. Rzeczywiście, można by się zgodzić z takim twierdzeniem, o ile pozbawiłoby się słowa Beaty Szydło szerszego kontekstu. Niestety trzeba również przyznać, że szef rządu nie powinien pozwalać sobie na niejednoznaczne wypowiedzi generujące tego typu wątpliwości. Niemniej jednak reakcja Donalda Tuska wydaje się być raczej polityczną zagrywką, kolejną próbą przygotowania gruntu dla przejęcia roli lidera opozycji po zakończeniu unijnej przygody. Mąż stanu powinien raczej starać się studzić negatywne emocje i bronić dobrego imienia Polski nie zaś dolewać oliwy do ognia rozpalonego przez nieprzychylną naszemu krajowi zachodnią opinię publiczną. Przykre jest także to, że podobnie szybkich i jednoznacznych reakcji próżno było oczekiwać ze strony byłego premiera chociażby wtedy, kiedy niemiecka telewizja emitowała wybielający nazistów, a szkalujący Polaków serial „Nasze matki, nasi ojcowie”.

Lekcja na przyszłość

Najbardziej oczywisty wniosek płynący z całego zamieszania nasuwa się sam. Beata Szydło powinna zadbać o to, żeby mieć w swoim otoczeniu kogoś, kto mógłby zapobiec podobnym wizerunkowym wpadkom w przyszłości. Drugi wniosek jest również niezbyt zaskakujący. Przeciwnicy rządu i nieprzychylne im media są gotowe wykorzystywać takie sytuacje do atakowania obecnej władzy na każdym możliwym polu – w tym na arenie międzynarodowej, nie zważając przy tym na dobre imię Polski.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *