Catalunya - mes que la regio?  Catalunya - mes que la regio?

„Mes que un club – więcej niż klub - to dewiza jednego z najlepszych zespołów piłkarskich w historii – FC Barcelony. Parafraza tego motto znalazła się w tytule niniejszego artykułu nie bez przyczyny.

Pytanie, czy Katalonia, której stolicą jest Barcelona, a największym symbolem wspomniana wyżej drużyna, stanie się czymś więcej niż tylko jednym z regionów w ramach państwa hiszpańskiego, było w ostatnich tygodniach aktualne jak nigdy wcześniej. 1 października odbyło się tam referendum, w którym obywatele Katalonii opowiedzieli się za niepodległością. Władze w Madrycie wyznaczyły zbuntowanemu regionowi ultimatum, którego termin upłynął bezskutecznie 19 października. Poskutkowało to zastosowaniem przez rząd Hiszpanii art. 155 konstytucji pozwalającego na pozbawienie Katalonii uprawnień autonomii. Przysłowiowe mleko jednak już się rozlało i mimo takiego obrotu spraw, można mieć pewność, że kwestia walki tego regionu o niepodległość nie jest zamknięta. Warto zatem zastanowić się nad konsekwencjami scenariusza zakładającego secesję Katalonii od Hiszpanii.

Do niepodległości trzeba być przygotowanym

Obserwatorzy zwracali uwagę przede wszystkim na brutalne metody, które stosowała hiszpańska policja w dniu referendum, pacyfikując lokale wyborcze. W mediach pokazywano zapłakanych Katalończyków mówiących z patosem o marzeniach o niepodległości niszczonych przez władze w Madrycie. Jeden z najbardziej znanych zawodników FC Barcelony – Gerard Pique publicznie wyrażał swoją aprobatę dla działań podejmowanych przez rząd kataloński, co spotkało się z pełnymi niechęci reakcjami kibiców reprezentacji Hiszpanii, w której również występuje. W komentarzach, skupiając się na warstwie emocjonalnej całej sytuacji, pomija się jednak o wiele bardziej istotne jej aspekty. Są to ekonomiczne i kulturowe konsekwencje ewentualnej secesji. Jednym z argumentów podnoszonych przez zwolenników niepodległości jest fakt, iż Katalonia to zdecydowanie najbogatszy region w Hiszpanii, a rząd w Madrycie jedynie „wypompowuje” z niego pieniądze. Zapomina się natomiast o tym, że zadłużenie Katalonii, choć wynosi „zaledwie” 35% jej PKB, to ze względu na fakt, iż większość jej papierów wartościowych znajduje się w Madrycie, stawiałoby Katalonię od początku w pozycji bankruta. Na nowo należałoby rozliczyć wpłaty i wypłaty na linii Hiszpania – UE, co również nie wpłynęłoby najlepiej na kondycję finansową młodego państwa. Abstrahując natomiast od impulsu do zintensyfikowania działań, który dałaby secesja podobnym ruchom separatystycznym w całej Europie – chociażby „naszemu” Ruchowi Autonomii Śląska, to nie można bagatelizować innego zagrożenia. Katalonia przyciąga rzesze imigrantów ze świata islamskiego. Jako niepodległe państwo miałaby jedną z największych mniejszości muzułmańskich w Europie, nad którą – jako kraj pozbawiony autorytetu i doświadczenia – mogłaby nie zapanować.

O jeden most za daleko

Z europejskiego, ale także i z polskiego punktu widzenia niepodległa Katalonia to problem i zagrożenie. Prawo samostanowienia narodów nie może być wartością absolutną, zwłaszcza, gdy nieskrępowane korzystanie z niego, może prowadzić do destabilizacji sytuacji na arenie międzynarodowej. Europa targana zamachami terrorystycznymi, Europa nieradząca sobie z trudną sytuacją ekonomiczną i społeczną nie jest gotowa na niepodległość Katalonii. Niestety wydaje się, że sprawy zaszły na tyle daleko, że wymknęły się spod kontroli. Po bezskutecznym upłynięciu terminu ultimatum i odebraniu Katalonii autonomii można spodziewać się wzrostu niepokojów społecznych, a być może nawet zamieszek w regionie. Czas pokaże, na ile te obawy są uzasadnione.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *