Wojna po Wojnie

Wojna po Wojnie

- kategoria Aktualności, Felietony, recenzje, Historia
Wojna po Wojnie

Zdradzeni

Tak jak po I Wojnie Światowej oraz odzyskaniu niepodległości Polska musiała walczyć zbrojnie o swoje granice państwowe jeszcze przez wiele lat, tak też po II Wojnie Światowej toczyła się w Polsce walka o wolność. I to pomimo że 19 stycznia 1945 r. gen. Leopold Okulicki „Niedźwiadek”, pełniący obowiązki Komendanta Głównego Armii Krajowej, wydał ostatni rozkaz rozwiązujący tę organizację oraz zwalniający jej żołnierzy z przysięgi. Rozwiązując AK, władze państwowe i wojskowe RP rozkazały zaprzestania na terenach zajętych przez Armię Czerwoną oporu zbrojnego. Nakazały również prowadzenie dalszej pracy oraz działalności w duchu odzyskania pełnej niepodległości państwa i ochrony ludności polskiej przed zagładą. Po hekatombie Powstania Warszawskiego za priorytet uznano oszczędzanie elementu najcenniejszego – ludzkiego – i nietrwonienie go w pozbawionej szans konfrontacji. Istotną rolę odegrała chęć uchronienia podstawowej masy członkowskiej od ewentualnych represji. Zostaliśmy bowiem oszukani i zdradzeni przez naszych zachodnich sojuszników podczas najazdów nie tylko na początku, ale również na końcu wojny. Byliśmy i jesteśmy nadal pionkiem w grze między mocarstwami.

Ponadto między komunistycznymi władzami PRL a Kościołem Katolickim doszło do porozumienia zawartego 14 kwietnia 1950 r. Prymas Stefan Wyszyński doprowadził do niego, gdyż Polska w czasie okupacji niemieckiej utraciła zbyt wiele krwi, by mogła sobie pozwolić na dalszy jej upływ. Zgodnie z tym porozumieniem, Kościół potępił zbrodniczą działalność band podziemia oraz napiętnował udział w jakiejkolwiek akcji podziemnej i antypaństwowej.

Beznadziejna walka

Przeciwnikami kontynuowania walki zbrojnej było również Stronnictwo Narodowe oraz liczni dowódcy wojskowi i politycy, m.in. gen. August Fieldorf – Nil, gen. Władysław Anders, Stanisław Mikołajczyk (PSL), Karol Popiel (Stronnictwo Pracy), Zygmunt Żuławski, Zygmunt Zaremba, Kazimierz Pużak (PPS – WRN).

Przed nami kolejny 1 marca – dzień ustanowionego w 2011 r. święta państwowego pod nazwą Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych, które w tym roku będziemy obchodzili już po raz ósmy. Tak nazwano partyzantkę, która wznieciła powstanie antykomunistyczne. Ludzie ci nie złożyli broni z wielu powodów. Mieli różne poglądy polityczne. Często nie mieli innego wyboru, jak tylko podjąć beznadziejną walkę. Komuniści zamierzali zniszczyć tę część polskiego społeczeństwa oraz zatrzeć po niej ślad na zawsze. Nie udało się. Po 50 latach zakłamania - także dzięki staraniom IPN - Wyklęci żyją w naszej pamięci.

Ale czy mają być dla młodych Polaków wzorem patriotyzmu? Chcieliby tak uprawiający kult postawy straceńczej. Ci, co posyłali nas w bój z kosami na armaty lub z Visami na Tygrysy, to chyba nie byli nasi przyjaciele. Nierówna walka nielicznych niepodległościowców z potęgą sowieckiego imperium nie jest wzorem godnym naśladowania. Równocześnie z walką Żołnierzy Wyklętych odbudowywano kraj po zniszczeniach wojennych,  zagospodarowywano Ziemie Odzyskane, budowano przemysł, również stoczniowy. Kto był bardziej patriotą - ten, który strzelał do komunistycznych milicjantów czy ten, co dbał o powojenny wyż demograficzny? Co lepsze - niszczyć to, co mi się nie podoba, czy tworzyć to, co jest potrzebne, a realne w określonych warunkach zewnętrznych? Walczyć czy dogadywać się i budować?

"Celem wojny nie jest śmierć za ojczyznę, ale sprawienie, by tamci skurwiele umierali za swoją." Tak powiedział po wojskowemu amerykański gen. George Patton do swoich żołnierzy przed bitwą z Niemcami. Być może pięknie jest umierać na próżno, ale my musimy żyć. Bohaterszczyzna nie jest nam potrzebna. Zgodnie ze stwierdzeniem Wergiliusza w Eneidzie, życie jest większą powinnością niż śmierć i wymaga nie mniejszej odwagi niż śmierć.

Oprawcy

Komuniści najpierw mordowali podziemie niepodległościowe, a następnie mordowali pamięć o swoich ofiarach. W niniejszym artykule chcemy zwrócić uwagę na to, że komuniści chcieliby, byśmy zapomnieli również, a może nawet przede wszystkim, o katach. Dzień wspominania Żołnierzy Wyklętych powinien być dniem przypominania o tym, że obowiązkiem państwa jest ukaranie sądowe oraz napiętnowanie morderców i zdrajców. Pisze na ten temat Tadeusz M. Płużański w swojej książce „ Bestie 2. Reporterskie śledztwo o zbrodniach Niemców i Sowietów na Polakach oraz grubej kresce dla oprawców w III RP”. W książce tej przedstawione jest morze ludzkiej krzywdy, bezprawia oraz gniewu. Jak to możliwe, że za rozliczenia zabrano się tak późno? Jedyną pociechą byłoby, gdyby ci zbrodniarze, kaci komunistycznej machiny zbrodni, znaleźli się wreszcie w Panteonie Narodowej Hańby.

W aparacie represji okupantowi służyli mordercy. Po II wojnie światowej ukształtowały się prosowieckie elity, które współtworzą Polskę do dziś, bo gruba kreska zapewniła im bezkarność. Każe się nam patrzeć w przyszłość i wierzyć, że pokomunistycznego aparatu sprawiedliwości nie trzeba oczyszczać, bo on oczyści się sam. Stalinowcy co prawda już nie oskarżają, nie wydają wyroków, ale robią to ich potomkowie, np. sędziowie stanu wojennego. Tylko nieliczni funkcjonariusze aparatu represji zostali pociągnięci do symbolicznej odpowiedzialności. I to jedynie brutalni oficerowie śledczy, ale już żaden komunistyczny sędzia czy prokurator – morderca sądowy. Zbrodniarze powinni ponieść zasłużoną karę. Morderców trzeba nazwać po imieniu.

Włodarze PRL przenieśli pozycję społeczną na swoje dzieci i wnuki. Kiedyś zdobyli władzę i właściwie nie oddali jej do dziś. Bez tej wiedzy nie zrozumiemy dzisiejszej Polski. Mordercy sądowi sami nie zabijali, ale wydawali bezpodstawne haniebne wyroki na żołnierzy niepodległościowego podziemia. Skazywali także na karę śmierci. W komunistyczny aparat zbrodni zaangażowało się, obok polskich kolaborantów, wielu przedstawicieli narodu żydowskiego. Na kluczowych stanowiskach w bezpiece, sądownictwie i prokuraturze wojskowej byli oni nadreprezentowani. Jakiekolwiek pochodzenie nie zwalnia jednak od odpowiedzialności za zbrodnie.

Wyroków sądowych skazujących na śmierć było kilka tysięcy, ale trzeba dodać do tego skrytobójcze mordy oraz dziesiątki tysięcy więzionych, okaleczonych i zniszczonych do końca życia ludzi. Kto tych morderców w mundurach wojskowych ma sądzić, skoro wymiar sprawiedliwości III RP nigdy nie został rozliczony i jest kontynuacją PRL-owskiego? Nasze dzisiejsze elity pochodzą od władców PRL środowiskowo lub rodzinnie. Gruba kreska z 1989 r. powinna odkreślić nie zapomnienie, lecz rozliczenie. Osoby uwikłane w system kłamstwa należało wyrzucić z życia publicznego, a winnych zbrodni szybko osądzić. Zbrodnie komunistyczne są zbrodnią przeciwko ludzkości, niepodlegającą przedawnieniu.

Oprawcy znęcali się nad ofiarami za pomocą nieludzkich tortur, zarówno fizycznych jak i psychicznych. Funkcjonariusze MBP stosowali okrutne metody śledcze. Polityka totalitarnego państwa polegała na prześladowaniu przeciwników politycznych. W mordach sądowych ludzi skazywano na podstawie spreparowanych dowodów winy. Oskarżano o tworzenie tajnych organizacji, których celem miało być obalenie siłą władzy państwowej oraz prowadzenie działalności szpiegowskiej na rzecz mocarstw imperialistycznych.

Współczesność

Stalinowscy zbrodniarze pracowali dla niby legalnego systemu, trwała rzekomo wojna domowa, tropili szpiegów i bandytów. Takie były czasy, takie prawo. Do końca PRL cieszyli się wolnością oraz wysoką emeryturą. Ofiary – jeśli przeżyły komunistyczne piekło – do końca PRL były inwigilowane, skazane na zapomnienie i biedę. W Polsce mamy wielką pajęczynę wyrosłą z tego właśnie aparatu stalinowskiego. Ci powojenni prokuratorzy, sędziowie i ubecy zostawali adwokatami, dziennikarzami, literatami, szli do biznesu, polityki, dyplomacji. I to oni do dzisiaj są w mediach, na placówkach, w adwokaturze.

Bezpieka próbowała opanować silne tendencje niepodległościowe żywiołu narodowego. W katowniach bezpieki nie tylko przetrzymywano i represjonowano tysiące polskich żołnierzy, ale dokonywano na nich również mordów. Kim byli mordercy? Za każdą ofiarą kryje się rzesza nazwisk. Wielu oprawców zmarło i ma groby na Powązkach Wojskowych, tuż obok Łączki. Inni żyją do dziś w Polsce. A ich rodziny należą do establishmentu III RP.

Dopiero po 23 latach III RP rozpoczęto poszukiwania ciał bohaterów. Groby bohaterów będą stale przypominały o mordercach. Nie tylko sowieckich, ale polskich – na usługach obcego, zbrodniczego systemu. Systemu, który trwa do dziś. Również w życiorysach rządzących III RP. Musimy pamiętać przede wszystkim o pracownikach służb specjalnych i aparatu terroru. Naszym obowiązkiem jest wskazanie oraz osadzenie ludzi odpowiedzialnych za prześladowania, mordy, a także pauperyzację społeczeństwa. Ich działalności nie może przesłaniać problem tajnych współpracowników.

Historia Polski jest wciąż bezprzykładnie zafałszowywana. Bierze się to z traktowania naszego narodu jako stada, które wszędzie się da zapędzić. Wytrawni propagandziści nie wahają się nawet przed tym, by kierować słuszny gniew ludu na taki cel zastępczy, jak Pałac Kultury i Nauki w Warszawie, nawołując do zburzenia tego symbolu komunizmu dla rozładowania złych emocji, byleby tylko odwrócić uwagę od swoich występków z minionej epoki. Żołnierzy Wyklętych nazywa się obecnie coraz częściej Żołnierzami Niezłomnymi i stawia za przykład romantycznego porywania się na nieosiągalne cele. Młodzież ma się kierować odruchami serca, a nie zdrowym rozsądkiem i realizmem politycznym. Żołnierzami Wyklętymi stają się obecnie w tej wrogiej propagandzie ci żołnierze, którzy od wschodu szli na Berlin. Odzywają się nawet głosy, byśmy sami dobrowolnie zrezygnowali z daru wstrętnego dyktatora Stalina i zwrócili Ziemie Odzyskane prawowitym właścicielom. Obyśmy w tej wojnie informacyjnej nie stracili rozeznania, co jest naszym interesem narodowym.

Dr inż. Stanisław Tujaka

Wojna po Wojnie