Noc Helvera [WYWIAD z dyr. Agnieszką Skawińską]

Noc Helvera [WYWIAD z dyr. Agnieszką Skawińską]

Noc Helvera [WYWIAD z dyr. Agnieszką Skawińską]

23 lutego sala MDK wypełniła się po brzegi. Stało się to za sprawą spektaklu pt. "Noc Helvera". Sztukę Ingmara Villqista wyreżyserowała Agnieszka Skawińska - dyrektor MDK. W tytułową rolę Helvera wcielił się Piotr Lewicki. Karlę zagrała Magdalena Bochan-Jachimek.

Sztuka opowiada o trudnych relacjach między Karlą a Helverem. Akcja toczy się w trakcie jednej nocy w mieszkaniu głównych bohaterów. Helver, zafascynowany przynależnością do społeczno-politycznej zmilitaryzowanej grupy, coraz bardziej ulega jej wpływowi. Wkrótce jednak ta droga okaże się dla Helvera zgubna. Ulice opanowują bojówki systemu totalitarnego. Podpalają sklepy i kościoły. Mordują tzw. "ścierwusów".

Wywiad

Przeprowadziliśmy krótki wywiad z reżyser Agnieszką Skawińską:

- "Noc Helvera" nie jest raczej ani łatwą, ani lekką sztuką. Dlaczego właśnie ją postanowiła Pani wystawić?

Do tej pory w Miejskim Domu Kultury repertuar był raczej pełen wydarzeń o lekkiej tematyce. Postanowiłam urozmaicić go o taki ambitny temat, jaki porusza właśnie ten spektakl. Jest on też ciekawy pod względem pracy twórczej, jako aktorka wciąż poszukuję wyzwań. Noc Helvera to sztuka nabita ogromnym ładunkiem emocjonalnym i lawirowanie pomiędzy uczuciami Karli i Helvera jest niezwykle odkrywcze. Miałam możliwość pracy nad nimi jak w laboratorium, krok po kroku wyjawiała się ludzka psychika oblężona strachem, poczuciem winy i bezradnością.

- O czym właściwie sztuka opowiada?

Mamy do czynienia z dramatem rodzinnym, który dodatkowo wzmacniają wydarzenia zewnętrzne w miasteczku zamieszkałym przez dwójkę bohaterów sztuki. Tragedia goni tragedię.

- Czy można powiedzieć, że jest to klasyczna tragedia?

Autor sztuki Ingmar Villqist napisał ją trochę na wzór tragedii greckiej. Mamy zachowaną jedność miejsca, czasu i akcji, zatem można stwierdzić, że jest to klasyka gatunku.

- Spektakl, gdzie występują zaledwie dwie osoby zostawia aktorom bardzo niewiele czasu na "odsapnięcie". Czy uważa Pani, że aktorzy stanęli na wysokości zadania?

Jetem bardzo zadowolona z pracy z Magdaleną Bochan-Jachimek i Piotrem Lewickim przy tym spektaklu. Cieszę się z ogromu pracy i zaangażowania, jaki włożyli w realizację oraz tego, że obdarzyli mnie zaufaniem, dzięki któremu praca poszła sprawnie. Obydwoje mieli niezwykle trudne role do zagrania, tym bardziej że napięcie emocjonalne jakie muszą udźwignąć, narasta i nie mają ani chwili odpoczynku podczas przedstawienia. Aktorzy pokazali zawodowstwo na najwyższym poziomie.

- Z jakimi trudnościami podczas przygotowań się spotkaliście? I co było najtrudniejsze?

Najtrudniej było chyba umówić się na próby (śmiech) . Każdy z nas ma wiele obowiązków, występów i innych spraw. Oprócz tego sala w MDK jest oblegana, w związku z tym próby początkowo odbywały się u mnie w domu, potem musieliśmy czekać nawet do zamknięcia Domu Kultury, żeby spokojnie w godzinach mocno wieczornych zrobić próbę.

- Jesienią 2017 roku w olsztyńskim Teatrze Jaracza tę samą sztukę w swojej adaptacji wystawiał Giovanny Catellanos. Była ona pełna nawiązań do współczesności. W tej adaptacji tłumem katów okazał się być Obóz Narodowo-Radykalny. W trailerze wykorzystano hasło "Idzie NaRa (Narodowy-Radykalizm), idzie NaRa! ONR!". Jak Pani oceni taką interpretację? Pani jednak nie "wskazywała palcem" jakiejkolwiek ze współczesnych organizacji. Dlaczego?

Każdy ma prawo "widzieć" sztukę swoimi oczami. Ja skupiłam się głównie na tym, co dzieje się w człowieku kiedy jest w potrzasku wydarzeń i doświadczeń życiowych. Interesował mnie mechanizm postępowania i bagaż emocjonalny, z jakim musiała zmierzyć się ta dwójka. Wątek polityczny pozostawiłam widzowi do wolnego zrozumienia, tak aby każdy sam mógł wpisać własne doświadczenia i poglądy w jej przebieg.

- Jakich emocji, refleksji i reakcji publiczności spodziewała się Pani? Czy udało osiągnąć się ten cel?

Publiczność reagowała podczas spektaklu dokładnie tak, jak się spodziewałam. Przede wszystkim, mocne uderzenie powodujące szok i refleksja nad życiem z osobą niepełnosprawną. Dzięki tej sztuce widzowie mogli nabrać dystansu do swoich problemów, bo być może ujrzeli gorszy scenariusz, niż ich życie. Docierały do mnie słowa prawdziwe, przejmujące, które wypływały prosto z serca osób oglądających sztukę, co świadczy o tym, że naprawdę poruszyła do kości.

Ja sama za każdym razem przeżywam podwójnie, gdy oglądam ten dramat: za Karlę i za Helvera. Z doświadczenia wiem, jakie wewnętrzne rozedrganie może to powodować, dlatego również wiem, że ludzie którzy przychodzili po spektaklu opowiadać, co się w nich wydarzyło, byli naprawdę cali zaangażowani w spektakl. Uważam, że takie poruszenie jest sednem tego, co robimy w teatrze.

- Spodziewała się Pani tak licznej frekwencji?

Już od dłuższego czasu mury Miejskiego Domu Kultury są rozpychane przez widzów chętnych do udziału w imprezach przez nas organizowanych. Ogromnie mnie to cieszy, że rumianie tak owocnie korzystają z naszej oferty kulturalnej, przychodząc nie tylko na spektakle teatralne, tak jak w tym przypadku, ale również na koncerty, wernisaże, wieczory autorskie, podróżnicze, poetyckie itp.

- Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Tomasz Kłeczek

Noc Helvera [WYWIAD z dyr. Agnieszką Skawińską]