Czas na referendum? Jeszcze nie

Czas na referendum? Jeszcze nie

- kategoria Polityka
Czas na referendum? Jeszcze nie

20 lipca prezydent Andrzej Duda ogłosił proponowany termin referendum konsultacyjnego w sprawie zmiany Konstytucji. W dniach 10-11 listopada bieżącego roku Polacy mieli odpowiedzieć na 10 pytań.

Andrzej Duda chciał zrealizować w ten sposób swoje zapowiedzi dotyczące reformy Konstytucji wygłoszone 3 maja 2017 r. Do referendum jednak nie dojdzie. 25 lipca Senat odrzucił wniosek prezydenta. Do wymaganej większości bezwzględnej zabrakło ponad 30 głosów, za wnioskiem głosowało natomiast tylko 10 senatorów. Taki rezultat to z pewnością dobra wiadomość dla wszystkich zatroskanych o los naszego kraju. Poniżej kilka słów o tym, dlaczego referendum w kształcie zaproponowanym przez Andrzeja Dudę mogłoby przynieść więcej szkód niż pożytku.

O co chciał pytać prezydent?

Wśród propozycji zaprezentowanych przez prezydenta znajdowały się rozmaite kwestie:  od pytań o chęć uchwalenia nowej konstytucji poprzez wpisanie gwarancji socjalnych takich jak 500+ do ustawy zasadniczej, aż do określenia członkostwa w UE i NATO jako zasad konstytucyjnych. Polacy mieli wypowiedzieć się również w kwestii wieku emerytalnego, jednomandatowych okręgów wyborczych, obniżenia progu, od którego referenda można uznać za wiążące z 50% do 30% i wreszcie zdecydować czy są za wzmocnieniem roli prezydenta kosztem rządu. Andrzej Duda, uzasadniając inicjatywę zarządzenia referendum, a także treść pytań, podkreślał konieczność poszanowania woli narodu. Obowiązującą konstytucję jako rezultat dyskusji elit prawniczych nazywał kompletnie oderwaną od potrzeb zwykłych obywateli.

Wprawdzie referendum proponowane przez prezydenta miało być jedynie konsultacyjne, czyli w zasadzie niewiążące dla władzy wykonawczej, to jednak kwestie, które oddaje się pod osąd całego narodu, powinny być przemyślane. Inaczej mogą okazać się puszką Pandory, otwieraną „siłą woli” obywateli. Do kategorii takich niebezpiecznych pytań można zaliczyć zagadnienia dotyczące ustanowienia przynależności do UE i NATO zasadami konstytucyjnymi. Od referendum konsultacyjnego do rzeczywistej zmiany przepisów droga daleka, wiodąca przez parlamentarne manowce, niemniej jednak byłoby to przetarcie niebezpiecznego szlaku. Sam fakt, że prezydent Polski zgłasza takie propozycje jest zatrważający. Realizacja tych postulatów byłaby czymś na kształt harakiri, samobójstwa. Prawo międzynarodowe, w tym to stanowione przez wymienione organizacje, pozwala na ich dobrowolne opuszczenie. Założenie, że miałaby tego zabraniać konstytucja wolnego kraju jest wręcz absurdalne. Jedynym racjonalnym wyjaśnieniem takiego pomysłu jest polityczna zagrywka, teatrzyk przygotowany dla eurontuzjastów. Andrzej Duda mógłby się teraz jawić jako przyjaciel Europy, któremu jednak skrępowano ręce.

Nic za darmo

Referendum miało potrwać dwa dni, w terminie 10-11 listopada. Nietrudno zauważyć, że wiązałoby się to ze sporymi kosztami. Ponadto kolidowałoby z planowanymi hucznymi obchodami 100-lecia odzyskania niepodległości. Z tych właśnie względów – jeśli wierzyć ich słowom - wielu senatorów PiS wstrzymało się od głosowania. Czy to zwiastuje dalsze tarcia na linii prezydent – partia rządząca? Być może tak, niemniej najistotniejszym w tej chwili jest fakt, iż do „prezydenckiego” referendum nie dojdzie.

Arkadiusz Gajos

Czas na referendum? Jeszcze nie

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *