Vive la France!

Vive la France!

- kategoria Sport
Vive la France!

15 lipca pasjonującym widowiskiem w postaci meczu Francji z Chorwacją zakończyły się mistrzostwa świata w piłce nożnej. Lepsi w tym meczu, a także w całym turnieju, okazali się ci pierwsi. Przez ponad miesiąc kibice z całego świata mogli śledzić mniej lub bardziej interesujące starcia narodowych reprezentacji od Peru po Australię. Słowo „narodowy” może być w tym kontekście jednak nieco mylące.

Tryumf drużyny, w której składzie rodowitych przedstawicieli reprezentowanej przez nią nacji można zliczyć na palcach dwóch rąk, jest przyczynkiem do dyskusji nad sensem organizowania takich rozgrywek. Z kolei kilka incydentów, o których mowa będzie poniżej, pokazuje, że sport wciąż od polityki wolny nie jest.

Z Afryki nad Sekwanę

Reprezentacja Francji liczyła w swoim składzie wielu zawodników, którzy albo urodzili się na Czarnym Lądzie, albo też są pierwszym pokoleniem imigrantów, które przyszło na świat w Europie. Ciekawy jest przypadek Paula Pogby. Urodził się on już we Francji, natomiast jego bracia jeszcze w Gwinei, a jeden z nich jest nawet reprezentantem tego afrykańskiego kraju. Podobnie wielokulturowe składy posiadały także zespoły Niemiec czy Belgii. Ten fakt oczywiście nie powinien budzić żadnych kontrowersji na tle rasowym. Zawodnicy o afrykańskich korzeniach okazali się jednymi z najlepszych na tym turnieju. Wystarczy wspomnieć fenomenalnego Kyliana Mbappe czy Romelu Lukaku. Warto jednak zastanowić się nad sensem tworzenia reprezentacji narodowych, w sytuacji kiedy kwestia narodowości staje się dla możliwości przywdziania koszulki w określonych barwach drugorzędna. Z jednej strony po raz pierwszy od 1982r. żaden kraj afrykański nie wyszedł z grupy, z drugiej zaś aż 29 piłkarzy o afrykańskich korzeniach wystąpiło w fazie półfinałowej. Reprezentacje to niemal kluby walczące o swoich zawodników. Skauci wyłapują młode talenty, przekonując do gry dla kraju pochodzenia jednego lub drugiego rodzica. Również naturalizacja – jak choćby w przypadku Rogera Guereiro nie jest rzadka. Wszystko po to, żeby ulepszać drużynę narodową. Biorąc pod uwagę powyższe okoliczności, może warto zatem rozgrywać tylko klubowe mistrzostwa świata?

Z polityką w tle

Wielu reprezentantów Szwajcarii ma korzenie na Bałkanach. Dwie czołowe postaci tej drużyny Granit Xhaka oraz Xherdan Shaquiri pochodzą z Albanii. W trakcie meczu z Serbią obaj strzelili bramki i obaj wykonując tzw. cieszynki po ich zdobyciu prezentowali symbol dwugłowego orła, jednoznacznie prowokując w ten sposób znienawidzonych przez Albańczyków Serbów. Z kolei po zwycięstwie w rzutach karnych nad Rosją w ćwierćfinale jeden z reprezentantów Chorwatów krzyczał do kamery: „Sława Ukrainie", co również miało podtekst polityczny, jednoznacznie związany z konfliktem w Donbasie i rywalizacją o Krym. Jak przyznał po meczu, zrobił to ze względu na sympatię do ukraińskich kolegów z Dynama Kijów, w którym grał. Nie zdawał sobie zapewne sprawy, że hasłem tym posługiwali się banderowcy. Te przykłady pokazują, że sport, który powinien łączyć ponad politycznymi i narodowymi podziałami może okazać się świetną platformą do manifestowania swoich przekonań i to takich, które zazwyczaj niosą w sobie negatywny ładunek emocjonalny.

Już za cztery lata...

Na koniec kilka słów o występie naszej reprezentacji. Niestety był on tak fatalny, że wydawać by się mogło, iż nawet afrykański zaciąg by nam nie pomógł, z kolei polityczny wybryk któregoś z piłkarzy nam by nie zaszkodził. Po raz kolejny z tak ważnej imprezy wracamy na tarczy. Oczywiście wiele jest bardziej palących kwestii niż piłka nożna, może jednak dobry występ naszych chłopców ostudziłby nieco emocje, a protestujący zamiast oblegać Sejm, cieszyliby się razem ze zwolennikami rządu z tryumfów piłkarzy?

Arkadiusz Gajos

Vive la France!

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *