Dzień zwycięstwa nie dla wszystkich

Dzień zwycięstwa nie dla wszystkich

- kategoria Historia
@Gazeta Rumska
Dzień zwycięstwa nie dla wszystkich

Na Sali było nerwowo. Dziennikarze poruszali się w dużym pośpiechu cały czas robiąc zdjęcia. W pewnym momencie, jeden z żurnalistów chcąc zrobić zdjęcie, odepchnął niemieckiego generała. Niemcy zachowali spokój i sztywno siedzieli przy stole. Tym generałem był, Alfred Jodl. Jeden z głównodowodzących niemieckich sił zbrojnych. Przed niemiecką delegacją leżały dwie strony maszynopisu. Zawierały raptem pięć punktów. Był to akt bezwarunkowej kapitulacji. Jodl podpisał go 7 maja 1945 roku.

Miało to miejsce w kwaterze SHAEF (Naczelne Dowództwo Alianckich Sił Ekspedycyjnych), którego dowódcą był amerykański generał Dwight Eisenhower. Nawiasem mówiąc, nie było go w tym czasie na sali. Eisenhower niemiecką delegację przyjął później i to tylko po to, aby dowiedzieć się czy Niemcy rozumieją warunki kapitulacji. Samo spotkanie nie trwało nawet dwóch minut. Wojska Trzeciej Rzeszy mają przerwać ogień, złożyć broń i pozostać na swoich stanowiskach. Cała procedura miała nastąpić do godziny 23.01 czasu środkowoeuropejskiego następnego dnia – czyli 8 maja.

Na wyraźne polecenie Sowietów, powtórzono całą procedurę następnego dnia. Podpisy złożono o godzinie 22.30. W Moskwie, ze względu na dwugodzinną różnicę czasu, był już 9 maja i dlatego ten właśnie dzień w Związku Sowieckim i krajach mu podporządkowanych obchodzono jako Dzień Zwycięstwa.

Tak oficjalnie zakończono II wojnę światową w Europie (wojna na Pacyfiku formalnie skończyła się 2 września). Co to wszystko oznaczało dla Polski?

W dniu podpisania kapitulacji przez Niemców, 7 maja doszło do bitwy pod Kuryłówką między wojskami sowieckimi NKWD a oddziałem Narodowej Organizacji Wojskowej pod dowództwem mjr. Franciszka Przysiężniaka ps. „Ojciec Jan”. W jej wyniku, śmierć poniosło 54 enkawudzistów, a po stronie polskiej – zginęło siedmiu partyzantów, a pięciu zostało ciężko rannych.

To zdarzenie nie było jednak wynikiem jakiegoś nieporozumienia między Wojskiem Polskim a wojskiem „sojuszniczym”. Wkraczająca na tereny Polski (okrojonej przez konferencje pokojowe w Teheranie w 1943 i Jałcie w 1945) w lipcu 1944 roku, wojska sowieckie miały jeden podstawowy cel – ujarzmienie Polski. Józef Stalin w tym czasie powiedział, że „tam gdzie stanie sowiecki żołnierz, tam już jest Związek Sowiecki”, co było wystarczająco jasnym przekazem. Dla Polski wojna nie zakończyła się ani 7, ani 8 maja. Walka o odzyskanie niepodległości trwała dalej.

Należy podkreślić, że Armia Czerwona początkowo faktycznie wyzwalała Polskę z pod niemieckiej okupacji. Jednak działania tak samych żołnierzy, a następnie czynników politycznych nie tylko zdradzały faktyczne plany Sowietów, ale wzbudzały wręcz nienawiść wśród polskiego społeczeństwa.

Wydarzenia postępowały lawinowo. 23 czerwca 1944 roku. Armia Czerwona przystąpiła do przesunięcia frontu o 250 km na zachód. 17 lipca tegoż roku pokonała wojska niemieckie na linii Bugu, lecz rzekę przekroczyła dopiero 20 lipca. Dzień później, tj. 21 lipca, powołano Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego (PKWN) i jego trzynaście resortów. Odbyło się to w Moskwie na polecenie Józefa Stalina, a na czele PKWN stanąć miał Edward Osóbka – Morawski, polityk Polskiej Partii Socjalistycznej lojalny wobec Kremla. 22 lipca 1944 r. Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego wydał manifest do Narodu Polskiego, który został rzekomo zredagowany w świeżo wyzwolonym Chełmie Lubelskim. Był to manewr propagandowy, aby komuniści bez przeszkód przejęli władzę w Polsce. Tak narodziła się Polska „ludowa”, która aż do podpisania konstytucji z 22 lipca 1952 r. miała terrorem umacniać nową władzę.

Za terror odpowiadał dowódca 64. Dywizji NKWD – gen. Iwan Aleksandrowicz Sierow, którego do tej roli wyznaczył Stalin oraz szef NKWD – Ławrientij Pawłowicz Beria. Słynny „General Iwanow” miał stworzyć struktury bliźniacze sowieckim organom bezpieczeństwa i prowadzone przez „doradców” sowieckich. Co trzeba przyznać wykonano z iście bolszewicką precyzją.

Po ukształtowaniu struktur bezpieki czy Informacji Wojskowej, rozpoczęła się systematyczna fizyczna likwidacja polskiego oporu. Rok 1944 jest znamienny jeszcze z jednego względu. Otóż wtedy wybuchło ostatnie polskie powstanie narodowo-wyzwoleńcze. W tym przypadku antykomunistyczne.

Szacuje się, że przez struktury Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych, Konspiracyjnego Wojska Polskiego, Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość czy Ruchu Oporu Armii Krajowej (AK została rozwiązana 19 stycznia 1945 roku) przewinęło się do 1956 roku nawet 250 tysięcy żołnierzy.

Finał zmagań Polaków o odzyskanie niepodległości był jednak tragiczny. Gdy świat świętował koniec wojny, Polacy zdolni do oporu trafiali do „reaktywowanych” niemieckich obozów koncentracyjnych. Gdy jeszcze nie uprzątnięto konfetti z ulic miast amerykańskich czy brytyjskich, mordowano, gwałcono i rabowano na niewyobrażalną wręcz skalę w „wyzwalanej” Polsce. Fałszowano referendum w czerwcu 1946 roku oraz wybory do Sejmu Ustawodawczego w styczniu 1947. Jak więc zakończył się okres „wydłużonej” wojny dla Polaków? W latach 1944-1956 mogło zginąć w różnych okolicznościach nawet następne 200 tysięcy osób. A milion został wywieziony w głąb Związku Sowieckiego. Co jeszcze bardziej może szokować, do 1956 roku bezpieka inwigilowała nawet 6 milionów polskich obywateli.

Polska, która oficjalnie była w obozie zwycięzców, musiała swoją niepodległość i suwerenność wywalczyć. W dalszym ciągu przelewać krew. Znamienne, że podczas słynnej Londyńska Parada Zwycięzców, która odbyła się 8 czerwca 1946 roku, nie było miejsca dla Polaków.

Krzysztof Dziadziuszko

Dzień zwycięstwa nie dla wszystkich

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *