Mało jest tak wytrwałych ludzi jak Elżbieta Różycka i mało jest w Rumi ludzi, którzy uczynili dla bliźnich tak wiele. Filigranowa Dama o niespożytej sile jest, jak zauważyły media, najstarszym kandydatem do Rady Miejskiej Rumi.

Zanim przypomnę, dlaczego wielu z nas jest jej winna wdzięczność, przytoczę ważne fakty z jej życiorysu. Jako mała dziewczynka została wysiedlona w 1939 r. z Gdyni, stąd jej aktywna działalność w Stowarzyszeniu Gdynian Wysiedlonych. Szczęśliwie przeżyła wojnę i wróciła do miejsca urodzenia. Świat jej wartości nie załamał się w komunistycznej rzeczywistości, a takie przeciwności losu jak stan wojenny dodawały jej sił. Była aktywną działaczką Solidarności, zarówno w czasach jej wielkości, jak i w czasach grudniowego załamania. Pamiętam aktywność pani Elżbiety na początku przemian 1989 roku. Po dziś należy ona do najaktywniejszych obywateli naszego miasta. Jest obecna w Rumi przy każdym dużym projekcie społecznym. Szczególnie dużo miejsca zajmuje jej działalność reformatorska spółdzielczości mieszkaniowej.Pani Elżbieta od 1988 roku mieszka w Rumi i jako członek Spółdzielni Mieszkaniowej „Janowo” aktywnie uczestniczy we wszystkich formach demokracji spółdzielczej. Chociaż nigdy nie została obdarzona mandatem członka Rady Nadzorczej (przed 3 laty przegrała o kilka głosów) to jednak na każdym walnym zebraniu spółdzielczym należy do najlepiej przygotowanych dyskutantów. Prowadzi owocną korespondencję z parlamentarzystami zajmującymi się prawem spółdzielczym i jest w stałym kontakcie z reformatorami spółdzielczości w najbliższym sąsiedztwie Rumi. Jej wiedza na temat prawa spółdzielczego jest imponująca.
A teraz pozwolicie Państwo, że przypomnę dlaczego panią Elżbietę nazywam siłaczką, a wielu z nas, zwłaszcza członkowie spółdzielni są jej winni uszanowanie. Pani Elżbieta zadbała o majątek każdego spółdzielcy. W jaki sposób?
Otóż przed kilku laty Zarząd SM „Janowo” uporczywie wstrzymywał tzw. ruch uwłaszczeniowy, który w efekcie odbierał część realnego władztwa temuż organowi. W końcowej fazie ruchu uwłaszczeniowego, gdy został do tego ustawowo przymuszony, wystąpił z karkołomnym projektem uwłaszczenia członków spółdzielni na jednej 51-budynkowej nieruchomości, co nie łamało wprost litery ustawy, ale jej ducha i zdrowy rozsądek. Jedna 51-budynkowa nieruchomość nie mogłaby normalnie funkcjonować w sensie prawnym, a zwłaszcza w obrocie gospodarczym. Był to projekt przyprawiający o zdumienie wszystkich fachowców od nieruchomości i zarządzania nimi. Co ciekawe Zarząd SM „Janowo” zaczął wdrażać ten projekt i gdyby nie upór pani Elżbiety pewnie by dopiął swego. Elżbieta Różycka, wraz z kilkoma spółdzielcami, skutecznie zaskarżyła ów projekt i doczekała się wygranej przed sądem, które to orzeczenie uratowało de facto majątek i kieszenie wszystkich spółdzielców. Owa wygrana pani Elżbiety zbiegła się też z nowelizacją ustawy jednoznacznie nakazującej tworzenie tzw. nieruchomości jednobudynkowych.
Nie trzeba być fachowcem, nie trzeba mieć wielkiej wyobraźni, żeby wiedzieć jak fatalne skutki miałoby ustanowienie tzw. 51-budynkowej nieruchomości. Byłby to absolutny ewenement w skali kraju.Włączenie wszystkiego do jednej nieruchomości i do jednej księgi wieczystej bardzo szybko dałoby się we znaki nie tylko w trudniejszym zarządzaniu, ale w drastycznym spadku wartości. Trudniejsze byłoby zbycie nieruchomości, co oznacza ograniczone władztwo właścicielskie. Wdzięczni są nie tylko członkowie spółdzielni, ale też wszyscy mieszkańcy Rumi. Skóra cierpnie na samą myśl jak mógłby funkcjonować taki twór prawny w obrębie organizmu miejskiego.

Z szacunkiem, Kazimierz Klawiter